Pokazywanie postów oznaczonych etykietą URZĘDY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą URZĘDY. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 listopada 2013

Nie kończąca się biurokracja

Tym razem bez zdjęć. Za to z emocjami (odporność na stres maleje) napiszę, że niestety papierologia nie kończy się chyba nigdy. Przeprowadziliśmy cały proces budowlany zgodnie z prawem obowiązującym w tym kraju. Uzyskaliśmy wszystkie odbiory (kominiarskie, gazowe... te, które są ważne ze względu na bezpieczeństwo nasze i otoczenia jak i te mniej ważne). Została nam 1 sprawa najmniej istotna. Odbiór administratora budynku. Który, jak mi się wydawało, działa w imieniu mieszkańców i jak by nie było jest przez nas zatrudniany by dbał o nasz budynek. Nie chcę się rozpisywać. 


O nie nie  będę się rozpisywać. Podsumuję to tylko jednym zdanniem:
"Najgorzej jak się komuś wydaje, że ma władzę i musi to demonstrować"

Trzymajcie kciuki za cierpliwość mą:)

wtorek, 6 listopada 2012

Pozwolenia na budowę

Z różnych powodów zdecydowaliśmy się na złożenie dwóch wniosków o pozwolenie na budowę. Pierwszy dotyczący instalacji gazowej, drugi - ogólnobudowlany. Wczoraj odebraliśmy pozwolenie na gaz i poinformowano nas, że dzisiaj gotowa będzie również druga decyzja. Niestety to było zbyt piękne by mogło być prawdziwe. Uzbrajam się w cierpliwość, wychodzę wcześniej z pracy i z przyklejonym uśmiechem jadę tłumaczyć Pani urzędniczce, że wszystko jest ok. Czy się uda? Czy trafię na ścianę?...

wtorek, 23 października 2012

Zacznijmy od początku

Skąd wziął się pomysł na kupno strychu?
Tego dokładnie nie wiem. Wpadł na to mój mąż na długo przed tym jak się poznaliśmy. Przypuszczam, że jak zwykle zadziałał tu PRZYPADEK. W bloku, w którym mieszka JEGO babcia wystawiono na sprzedaż nieużywany lokal na poddaszu. Mąż mój zrobił kalkulacje (to lubi najbardziej) okazało się, że warto.    Gdyby wtedy wliczył również czas, jaki będzie potrzebny chociażby na wszystkie formalności może doszedłby do innych wniosków. Na szczęście wtedy czasu nie liczył. I teraz mamy poddasze. 
A formalności trwały baardzo długo. Pierwszy przetarg wygrała osoba, która później się wycofała. Miesiąc po tym jak się poznaliśmy wspólnota mieszkaniowa postanowiła raz jeszcze przetarg ogłosić. Wygraliśmy, bo chętnych było 2 i 2 strychy:). 
No i się zaczęło. Wymienię w skrócie, przez co musieliśmy przejść:
- spotkanie z pracownikiem MPGM-u (moloch administrujący budynkiem, z nawykami z dawnych czasów),
- spotkanie z pracownikiem ZKZL-u (miasto ma udziały w nieruchomości, których przy okazji naszego kupna chciało się pozbyć),
- inwentaryzacja lokalu (konkret, którym ja jako inżynier mogłam się zająć)
- wniosek do Urzędu Miasta o wyodrębnienie lokalu (mówiąc po ludzku, po zakończeniu procedury lokal nie będzie już powierzchnią wspólną tak jak np. klatka schodowa i będzie posiadał swój numer) ,
- wniosek o wydanie warunków zabudowy (do tego potrzebne są uzgodnienia z "gazownią", "wodociągami", "energetyką"),
- wycena zrobiona przez rzeczoznawcę (robiliśmy 2x, bo pierwsza pani delikatnie mówiąc zawaliła sprawę),
- kolejnym etapem powinno być zebranie, na którym członkowie wspólnoty raz jeszcze zagłosują, że są za sprzedażą nieruchomości (u nas z przyczyn losowych zorganizowanie zebrania odkładane było bardzo długo, a wspólnota na 3 kolejnych zebraniach głosowała na NIE),
- kupno poddasza (wciąż jeszcze lokalu użytkowego, nie mieszkalnego).

Dodam jeszcze, że zwykle nie trwa to tak długo (znam mojego męża troszkę ponad 2 lata). My mieliśmy wyjątkowego pecha. Administracja budynku działa opieszale, mieszkańcy bloku to głównie starsze osoby, które 2 lata temu głosowały za sprzedażą 
a teraz im się odwidziało, no i te wszystkie formalności w normalnym układzie powinien załatwiać sprzedający (tylko wtedy  jest drożej).


O tym, co działo się po zakupie opowiem innym razem;).